Serowe kulki

P1170113Podczas mojej wycieczki do Włoch dostałam gratisowo kilka godzin wolnego czasu. Był to mój pierwszy pobyt we Włoszech, więc interesowało mnie wszystko, dosłownie wszystko. Z lotniska zawieźli nas do miasteczka Cosenza i zakwaterowali w hotelu w centrum miasta. Była godzina 12:00 w południe a wycieczka objazdowa zaczynała się następnego dnia. Był sierpień. Sierpień we Włoszech to najcieplejszy miesiąc w roku. Właśnie dlatego Włosi masowo wyjeżdżają w sierpniu na urlop, uciekają z rozgrzanych jak patelnia miast nad wodę albo w góry. W naszym ‚tranzytowym’ hotelu nie mieliśmy klimatyzacji, więc nawet nie pytajcie ile stopni było w pokoju. Miałam już jednak pewne doświadczenie i zamiast dokupywać klimatyzację, po prostu szczelnie zaciągnęłam grube, nieprzepuszczające słońca zasłony i dokładnie zamknęłam drewniane okiennice. Wieczorem w pokoju było już całkiem przyjemnie i można było spać przy otwartym oknie. Tymczasem jednak w samo południe wyszłam na miasto. Po krótkim spacerze zorientowałam się, że na ulicy jest pusto i wszystkie sklepy są pozamykane. Cosenza znajduje się na południu Włoch, prawie na końcu ‚włoskiego buta’. Temperatura w mieście przekraczała 40st i była raczej bliższa 50st. Mieszkańcy byli na sjeście pochowani w chłodnych pokojach lub w cienistych ogrodach. Wiedziałam, że i ja muszę poszukać sobie takiego miejsca. Tylko gdzie?

Wówczas mój wzrok padł na supermarket stojący na placu. Supermarket był czynny i działała w nim klimatyzacja. Ach, jak przyjemnie! Gdyby dzień wcześniej ktoś mi powiedział, że moje pierwsze godziny we Włoszech spędzę w supermarkecie, nie uwierzyłabym, a jednak. I wcale nie był to stracony czas. Przede wszystkim kupiłam nakładkę na gniazdka elektryczne. Nasze polskie wtyczki nie pasują do włoskich gniazdek. Dzięki nakładce nie miałam problemów z ładowaniem telefonu itp. Poznałam też szereg włoskich produktów. W końcu jednak zgłodniałam, a wychodzić z marketu nie miałam ochoty. Jak tam gorąco!

Serowe kulki

Udałam się więc do marketowego baru. Wybrałam ‚serowe kulki’, wyglądały ciekawie, smakowały dobrze, były cieplutkie, i w taki oto sposób serowe kulki stały się moją pierwszą włoską potrawą. Takie same serowe kulki możemy przyrządzić sobie w domu. Owe kulki to nic innego jak małe kulki mozzarelli. W naszych sklepach dostępne są pod nazwą ‚Mozzarella mini’. Kulki mozzarelli obtacza się w panierce, może to być nasza klasyczna panierka czyli mąka, jajko i bułka tarta lub otręby, jakieś płatki czy co kto lubi. Panierowane kulki najlepiej usmażyć we frytkownicy (jeżeli mamy frytkownicę) w głębokim tłuszczu, wtedy będą najsmaczniejsze, ew. w rondlu w głębokim tłuszczu. Do panierki możemy dodawać różne przyprawy np. świeże zioła czy ostrą paprykę. Te, które jadłam były w różnych smakach, a smaki różniły się właśnie dodatkami do panierki. Więcej na temat ‚serowych kulek’ można się dowiedzieć wpisując hasło ‚fried mozzarella balls’ lub ‚fried bocconcini’. Czyż poznawanie świata nie jest piękne!

PS. Na zdjęciu widoczny jest ‚nasz’ hotel w Cosenzy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s