Podróże są jak róże

P1210015 (1)

Lubię zaglądać na blog Klaudyny Hebdy. Napisałam jej dzisiaj długie, chyba zbyt długie, komentarze. Po namyśle uznałam, że ich miejsce jest właśnie tutaj.  O co poszło ? O podróże marzeń, a może o marzenia o podróżach. Podróże są jak róże, za oknem śnieg, a ja ciągle czuję upojny zapach letnich róż.

Podróż pierwsza

Klaudyna spełniła swoje marzenie z dzieciństwa, pojechała do Granady i stanęła przy fontannie lwów. Dla mnie to również specjale miejsce chociaż nigdy tam nie byłam. Kopia tej fontanny znajduje się na dziecińcu zamku cesarskiego w Poznaniu. Przez wiele lat dziedziniec był zamknięty i gdy któregoś dnia udało mi się wejść i zobaczyć fontannę poczułam się tak jakbym stała na placu w Granadzie a wokół mnie chodzili Arabowie w turbanach. Magia tej chwili pozostała we mnie do dzisiaj. Promienie słońca uwydatniały detale świeżo odnowionej fontanny, akurat było upalne lato, a we mnie coś szeptało, Andaluzja jest piękna, kocham Andaluzję. Co ciekawe nigdy nie zapragnęłam pojechać do Granady aby zobaczyć oryginał. Może kiedyś też przyjdzie mi skonfrontować tamten zachwyt, na pewno się nie zawiodę.

Podróż druga

to nasza wycieczka, stroje chronia nas przed piaskiem, wciskał się wszędzie

W dzieciństwie moją wyobraźnię rozpalała pustynia Sahara, z wypiekami na twarzy czytałam W pustyni i w puszczy. W mojej wyobraźni wędrowały karawany wielbłądów, szalały piaskowe burze, na horyzoncie migotały fatamorgany, a wieczorem siedziałam pod palmą w oazie. Nawet przez myśl mi wówczas nie przeszło, że kiedyś mogłabym zobaczyć to wszystko na własnie oczy. Minęło wiele, wiele lat i niespodziewanie dla mnie okazało się, że mogę pojechać na wakacje do Tunezji a stamtąd wybrać się na Saharę. Przypomniały mi się dziecięce marzenia i wiedziałam już że muszę zobaczyć Saharę na własne oczy. Starannie zaplanowałam wycieczkę i wszystko spełniło się aż z naddatkiem. Nie tylko widziałam karawany wielbłądów, ale sama jechałam w takiej karawanie w arabskim stroju z turbanem na głowie. Jakby było mało mój wielbłąd spłoszony przez opiekuna pognał kłusem przed siebie unosząc mnie na garbie. Na postoju nagle zerwał się wiatr i sypnęło nam piaskiem w oczy. Nasi miejscowi opiekunowie z niepokojem zaczęli pośpiesznie zwijać obozowisko, idzie burza piaskowa, trzeba wracać. Burza piaskowa ? Nie do wiary, dla mnie to był szczyt marzeń. Z lubością wyciągałam jeszcze wiele godzin później drobinki piasku z zakamarków ubrania. Nie wiedziałam, że to jeszcze nie koniec. Następnego dnia przewodnik pokazał na horyzont. Widzicie fatamorganę ? Tak widziałam, więc to tak wygląda fatamorgana. Podobno mieliśmy dużo szczęścia, że nam się ukazała. Później były jeszcze dwie inne fatamorgany. Zrobiłam im nawet zdjęcia. Jako dziecko nie wymyśliłabym nigdy takiego scenariusza, że będę kiedyś fotografować fatamorganę. Wiedziałam, że w planie wycieczki jest nocleg w oazie. Nie mogłam się doczekać. Oaza okazała się małym miasteczkiem. O północy pływałam w hotelowym basenie patrząc na rozgwieżdżone niebo. Nocowałam w oazie na pustyni. Nie tak wyobrażałam sobie oazę, a jednak było magicznie i niezwykle. Było jeszcze wiele innych niezwykłych miejsc i zdarzeń na Saharze. Ta moja przygoda z Saharą była tak zaskakująca, że wspomnienie W pustyni i w puszczy zbladło i dzisiaj pamiętam bardziej skorpiona, który zabawiał turystów, wesołego liska pustynnego i dumnego sokoła. Czasami zastanawiam się czy ja naprawdę tam byłam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s